Tablica

> Witaj w Watasze Zew Natury!
> Strona powstała 4 czerwca 2015 roku.
> W watasze jest 25 wader i 15 basiorów! To razem 40 wilków!
> Nowi członkowie: Nastia.
> Nieobecności: Libris (na czas nieokreślony)
> Kontakt: wataha.zewnatury@interia.pl
> Administracja: Sigma i Elizabeth.

Pogoda

Pogoda
29°, 19° - Słońce aż za często przygrzewa, wysokie temperatury będą w dzień i w nocy. Z suszami kontrastować będą gwałtowne burze z piorunami. W niektórych miejscach możliwe silne wiatry, a nawet tornada.

28 maja 2016

Od Daenerys: Las sosnowy-Podejście pierwsze, cz.2

Jak ja niby miałam znaleźć wyjście z tego lasu? Pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy, to wejście na drzewo i zobaczenie, gdzie jest koniec. Weszłam tam ostrożnie. Będąc już prawie na samej górze – spojrzałam, czy nie widać końca. Las był tak duży, że niż nie było widać, oprócz drzew. Przecież niedługo miał zapaść zmrok. Nie zdarzę dojść tam, przed wieczorem… Zeszłam z drzewa i ruszyłam przed siebie. Chciałam jak najszybciej dotrzeć na miejsce, więc po krótkim czasie zaczęłam biec. Nagle po mojej prawej stronie zauważyłam postać, która powoli wychodziła zza gęstwiny drzew. Gwałtownie zwolniłam i spojrzałam w tam.
- Kim jesteś i co cie tu sprowadza? – zapytała niskim tonem głosu.
- J-Ja jestem jednym z wilków i zgubiłam się tu…
- A, więc… Witaj, przybyszu.
- Również witam… Znasz tę okolice?
Postać podeszła trochę bliżej i odpowiedziała. Była to pół-kobieta, pół-smok – Drakinia.
- Jak nikt inny.
- Mogłabyś mnie pokierować na najkrótszą drogę do wyjścia?
- Oczywiście- wskazała wzrokiem na moje prawo – Jeżeli będziesz podążała tym szlakiem cały czas, to w dwie godziny będziesz na miejscu.
- Dwie godziny?
Kiwnęła głową.
- Nie ma krótszej drogi?
- A masz skrzydła?
- No, nie…
- Właśnie.
- Dobrze… - westchnęłam - Dziękuje.
Po tych słowach skręciłam w prawo. Znowu zaczęłam biec. Myślałam, że dzięki temu będę szybciej na miejscu. Niestety jestem krótkodystansowcem i po paru minutach się zmęczyłam. Dlatego zaczęłam biec truchtem. Nie mogłam doczekać się powrotu do jaskini… Biegła i biegłam, i biegłam… Jakby to bieganie nie miało końca. Nagle zza mgły zobaczyłam, że drzewa się kończą. W końcu doczekałam się wyjścia! Gwałtownie przyspieszyłam. Gdy już drzewa się skończyły, to można powiedzieć, ze rzuciłam się na ziemie. Leżałam i odpoczywałam. Po chwili usłyszałam Eteriusa, który właśnie do mnie podlatywał:
- Na dzisiaj koniec. Wiedz, że jutro będzie to samo, ponieważ nie znalazłaś tego wyjścia sama.
- A-Ale jak to?! No, weź!
- Żadne „No, weź!”. Przyjdź za dwa dni rano, to pogadamy.
W tamtym momencie smok odleciał, a mi pozostało wrócić do jaskini.

------------------------------------------------

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz