Tablica

> Witaj w Watasze Zew Natury!
> Strona powstała 4 czerwca 2015 roku.
> W watasze jest 25 wader i 15 basiorów! To razem 40 wilków!
> Nowi członkowie: Nastia.
> Nieobecności: Libris (na czas nieokreślony)
> Kontakt: wataha.zewnatury@interia.pl
> Administracja: Sigma i Elizabeth.

Pogoda

Pogoda
29°, 19° - Słońce aż za często przygrzewa, wysokie temperatury będą w dzień i w nocy. Z suszami kontrastować będą gwałtowne burze z piorunami. W niektórych miejscach możliwe silne wiatry, a nawet tornada.

26 maja 2016

Od Libris C.D Karuno

-Phy! Zależy o jakie zaufanie ci chodzi. No sorki, ale praktycznie się nie znamy. Tyle tylko co widzieliśmy się w Kawiarni. Zaufanie to wyższy stopień wtajemniczenia. Na zaufanie trzeba sobie zasłużyć… - przygotowywałam się na dłuższą przemowę, ale od razu musiano mi przerwać. 
- Ugh… chodzi mi, o to czy zaufasz mi i pójdziesz wraz ze mną ufając mojemu zmysłowi ufności co do tego przedmiotu – wskazał na medalion na jego szyi.
- O, fajny wisiorek. To ja idę tam. Cześć czołem kluski z rosołem! 
Puściłam mu oczko i nie czekając na jego reakcję, odwróciłam się na pięcie i pomaszerowałam ku najciemniejszemu z korytarzy. Wyglądał kusząco tajemniczo. Już, już miałam wkroczyć we wszechogarniające ciemności, jedna łapa zastygła w górze przed przekroczeniem progu gdy…
- Libi, nie rób tego!
…I postąpiłam krok ku mrocznym czeluściom.
-E… Risko, czy oby na pewno jesteś pewna, że chcesz aby to włochate coś kryjące się pare centymetrów głębiej w mrok zatrzasnęło się twojej ślicznej łapce jak wnyki? Bo ja nie – Gronostaj na moim karku odrzekł z przekąsem, modelując swój wyniosły, gładki głos, którego mógłby pozazdrościć niejeden dorosły basior.
-Grrrr!!!!!
Coś nagle rzeczywiście wyskoczyło z mroku. Włochate. A zarazem jakby miało raka skóry – w wielu miejscach nie miało sierści, a strupy. I wielkie, ostre zębiska. Nie wyglądało groźnie, ale czyniło bardzo szybkie ruchy.
Odskoczyłam jak poparzona.
-Jak?! JAK!? – Byłam zagubiona. Nie wiem jakim cudem nie zauważyłam, ani nawet nie poczułam tej istotki. W przeciwieństwie do Sajina. Popatrzyłam na niego pytająco przekrzywiając przy tym głowę.
-Jak?
W tym momencie podbiegł odważny Karuno i odepchnął mnie robiąc barierę pomiędzy mną, a, zbliżającym sie wcześniej do mnie, z obnażonymi kłami, białym zwierzem. 
Och! Mój ty bohaterze! Nie. 
- Nic ci nie jest, Libi?
- Nie musiałeś mnie tak brutalnie przewracać – uśmiechnęłam się sarkastycznie.
Ten basior był… opiekuńczy? Troskliwy? Nie… nie to chodziło mi po głowie. Taki… ekhm… rozmarzyłam się zanadto…
Patrzyliśmy tak na siebie. Patrzyliśmy… patrzyliśmy….
Ale tymczasem wątek małego, makabrycznego stworka-potworka wcale się nie skończył. Degenerat powoli podążał w stronę niczego nieświadomego, stojącego tyłem Karuna.

- Ekhem, ekhem, gołąbeczki. Pokwapicie się, by na chwile oderwać od siebie wzrok i zająć się tą  potworą? Bo ja nie mam zamiaru. Wystarczy, że dzięki wam tu jes…
- Jimi* nie być pot –ssss-worą!
- …tem…- kontynuował gronostaj - O proszę, nawet umie mówić. 
- Ja być Jimi. Jimi mieć chcieć-ssss muzy..
- I imię ma! Zadziwające!
-Grrrr! – zwierz rzucił się w stronę Sajina, a ten uciekł jak ostatni tchórz, chowając się za mną. A ja i Karo gapiliśmy się zdezorientowani nie wiedząc co począć.
- Jimi chcieć mieć nowa ssszarfa ze świeżych-ssss, cieplutkich wnętrznośśści Jimi lubić …
- Lib, policzę do trzech. Na trzy uciekaj, a ja zajmę się tym czymś – pokiwałam w odpowiedzi głową. Jednak nie byłam pewna tego planu…
- …nie jest masą szarańczy. Jimi być jedną szarańczą, 
- Raz.
-…jeżeli już.
- Dwa.
-  Jimi nie jest Yeti. Jimi być Ji…
- Trzy!
Potężny basior rzucił się na Jimiego, a ja poderwałam się z miejsca. Patrząc na finezyjne, dostojne ruchy Karuna, przez które czułam ciarki na całym ciele, zastanawiałam się, czy dołączyć się do zamieszki. Ale przecież mogłam tylko wszystko zepsuć.
Karuno walczył. Był wiele większy od przeciwnika. Tamten był za to sporo szybszy. 
Wilk zdecydowanie dominował. Jimi krwawił. Opadał z sił. Czemu mnie to obeszło? Czemu w oczy ciskały się łzy, za każdym razem, gdy Karuno odrywał strupy z drobnego ciałka tej istoty. 
Bo widziałam śmierć. Śmierć w oczach Karuna. Śmierć i odwagę, triumf. 
Śmierć w oczach Jimiego. Obawa przed śmiercią, ale najbardziej przed utratą domu. JEGO domu, który postanowili nawiedzić jacyś intruzi i zaburzyć dotychczasowe życie polegające na zabawie pyłkami dmuchawca i jedzeniem jaszczurek. Nie mogłam tego tak zostawić. Rozpędziłam się i wbiegłam wprost w otaczającą tą dwójkę śmierć.

----------------------------------------------------------------------------

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz