Tablica

> Witaj w Watasze Zew Natury!
> Strona powstała 4 czerwca 2015 roku.
> W watasze jest 25 wader i 15 basiorów! To razem 40 wilków!
> Nowi członkowie: Nastia.
> Nieobecności: Libris (na czas nieokreślony)
> Kontakt: wataha.zewnatury@interia.pl
> Administracja: Sigma i Elizabeth.

Pogoda

Pogoda
29°, 19° - Słońce aż za często przygrzewa, wysokie temperatury będą w dzień i w nocy. Z suszami kontrastować będą gwałtowne burze z piorunami. W niektórych miejscach możliwe silne wiatry, a nawet tornada.

30 maja 2016

Od Spin'a: Owa noc "Wysiłek", cz.3

Trochę jest przerażająco na tym cmentarzu. Wszedłem właśnie wewnątrz cmentarza i zauważyłem, że "Czerwony Kapturek" przepadł bez śladu. No to nic, będę musiał szukać odpowiedzi bez jego pomocy. Postanowiłem pójść wzdłuż głównego szlaku, lecz nagle znów we wnętrzu mojej głowy pojawił się ten ból. Odczuwałem go tak boleśnie, że przez chwilę myślałem, że ktoś wyjął mój mózg i zaczął się nim bawić. Po dłuższej chwili znoszenia bólu padłem na kolana i zaparłem się przednimi łapami. Poczułem nawet jak kropelki potu zaczynają spływać mi z twarzy, lecz to nie było spowodowane wysiłkiem fizycznym. Były to spowodowane ogromem wspomnień oraz bólu, które przelatywały mi przed oczami. Mieliście może kiedyś wrażenie, że nie zawsze jest się tym, kim chce się być? Ja już nie wiem co mam myśleć. Uniosłem głowę ku górze i spojrzałem, że cała kolorystyka cmentarza zupełnie się zmieniła. Wszystko było bardziej mroczne oraz nad cmentarzem unosiła się szarawo-błękitna mgła. Na chwilę straciłem orientację w terenie (wiem, to nic nowego) i zacząłem się energicznie rozglądać. Na mojej twarzy malowało się prawdziwe przerażenie. Moja widoczność była ograniczona tylko do dwóch metrów. Nagle spostrzegłem, że przede mną pojawił się "Czerwony Kapturek". Przez cały czas miał spuszczoną głowę, ale teraz ją lekko podniósł. Nie mogłem nawet scharakteryzować jakie to było zwierzę, ponieważ całą jego posturę zakrywał ten czerwony płaszcz z kapturem. Jednak mogłem dostrzec jeden bardzo ważny szczegół. Te czerwone ślepia. Powiem więcej, one nie były czerwone, one były krwiste. Po tym jak wbiłem mój wzrok w jego źrenice usłyszałem w głowie kolejny komunikat: "Możesz się jeszcze wycofać. Wiedz, że droga do prawy wiedzie przez ból, cierpienie i rozczarowanie." Zacisnąłem mocno zęby i powiedziałem grubym głosem:
- Jestem gotów.
Usłyszałem głuchy śmiech "Czerwonego Kapturka", który następnie zniknął. Po chwili jednak mgła przede mną się rozstąpiła tworząc ścieżkę. Najgorsze było to, że nie było widać jej końca. No nic, powolnym krokiem ruszyłem wzdłuż jej. Stąpałem ostrożnie, bo wiedziałem, że to był jakiś podstęp. Nagle znowu to poczułem.. ból w mojej głowie, który jak błyskawica rozszedł się po moim ciele. Zawyłem z bólu i złapałem łapami za moją głowę. Pewnie zabrzmi to dziwnie, ale szedłem dalej. Tak szedłem dalej, chociaż kołysałem się na lewo i prawo z łapami na mojej głowie. Co kilka chwil wydawałem z siebie ryk bólu. I wtedy to się stało. Potknąłem się po raz kolejny, lecz tym razem czułem, że nie wstanę. Zacisnąłem swoją łapę na piasku i kamieniach, które znajdowały się na ścieżce cmentarza. Wtedy znowu usłyszałem komunikat: "Do prawdy i wiedzy podążaj małymi kroczkami, ale nigdy się nie cofaj." Leżałem na brzuchu i patrzyłem w bok. Mogłem poczuć jak ciepło mojej klatki piersiowej przedostaje się do zimnych jak lód kamieni, którymi była wyłożona ścieżka. Nie mogłem sobie już więcej pozwolić na utratę ciepło, wiec postanowiłem, że zacznę się czołgać. Najpierw do przodu wyciągnąłem prawą, przednią łapę i napiąłem swoje "mięśnie", następnie powoli się do niej przyciągnąłem. Po tym podobnie uczyłem z drugą łapą i tak dalej. Przez cały czas mojego czołgania czułem jak nieregularne kształty kamieni drapią, a czasami nawet szarpią moją klatkę piersiową oraz brzuch. Po tych kilkunastu przyciągnięciach zdałem sobie sprawę z tego, że mój brzuch więcej zadrapań nie wytrzyma, więc musiałem się jakoś podnieść i iść dalej. Ostatni raz, ostatni wysiłek, ostatnia kręta ścieżka na drodze do prawdy. Ułożyłem swoje łapy po lewej i prawej stronie, blisko moje ciała i się lekko na nich oparłem. Następnie napiąłem mięśnie pleców oraz przednich kończyn i zacząłem się powoli podnosić. Całe moje ciało trzęsło się jak galareta. Gdy spojrzałem na moje łapy to mogłem dostrzec na nich żyły. Było ich tak dużo i wiły się jak węże. Gdy byłem w pozycji tzw. "deski" odczułem chwilową ulgę, chociaż napięcie w moich mięśniach nadal trwało. Uniosłem kark w górę. Mogłem wtedy poczuć jak mój kręgosłup próbuje się bardziej wgłębić w moje plecy. Ucieszony uczuciem wysiłku, który właśnie wykonałem zgiąłem moją lewą nogę i przyciągnąłem ją bliżej klatki piersiowej, aby mogła dotknąć ziemi, a w konsekwencji tego zaprzeć się na niej. Udało mi się. Po chwili to samo zrobiłem z drugą nogą i nim się obejrzałem byłem już w pozycji klęczącej. A z tej pozycji to już z górki. I tak oto po tym całym trudzie wreszcie trafiłem na prostą drogę prowadzącą do prawdy.

-----------------------------------
CIĄG DALSZY NASTĄPI

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz