Tablica

> Witaj w Watasze Zew Natury!
> Strona powstała 4 czerwca 2015 roku.
> W watasze jest 25 wader i 15 basiorów! To razem 40 wilków!
> Nowi członkowie: Nastia.
> Nieobecności: Libris (na czas nieokreślony)
> Kontakt: wataha.zewnatury@interia.pl
> Administracja: Sigma i Elizabeth.

Pogoda

Pogoda
29°, 19° - Słońce aż za często przygrzewa, wysokie temperatury będą w dzień i w nocy. Z suszami kontrastować będą gwałtowne burze z piorunami. W niektórych miejscach możliwe silne wiatry, a nawet tornada.

30 maja 2016

Od Terca C.D Libris

Sztylet dźwięcznie wylądował obok mnie. Nie miałem siły go schować. Wszystko mnie bolało. To ja tutaj ją ratuję i jeszcze mi się udaje, a potem takie coś? 
- Co zrobiłeś idioto?! - usłyszałem głos wadery. Mogłem teraz się jej spokojnie przyjrzeć. Sierść miała... ciężko ten kolor określić. Coś pomiędzy zielonym i czerwonym. Chociaż miałem wrażenie, że czerwieni jest z każdą chwilą coraz mniej. Jej łapki, które tak mnie zdezorientowały, były zakończone pazurkami. Widać było, że umie nimi zręcznie manipulować. 
- Co. Zrobiłeś?! - powtórzyła.
- Ja... no chciałem Cię ratować!
- Przed czym?! - zapytała. Wtedy zrozumiałem, że... to nie było nic z czego trzeba by ją ratować. W takim razie co to było?
- No... padłaś jak nieżywa na ziemię!
- To była część rytuału, ciołku. R Y T U A Ł U! - nie wiedziałem co odpowiedzieć. Po prostu leżałem. Nie wiem ile, ale zdążyło się ściemnić. Spróbowałem się podnieść. Ze względu na ból wszystkiego co mogło boleć – nie było to łatwe. Jednak gdy tylko wstałem, wadera też spróbowała. Udało się jej w miarę szybko, lecz nieco się zachwiała. Jej futro było już zielone... znajomo zielone.
- Melankohol?! - przypomniałem sobie moment gdy ją zobaczyłem po raz pierwszy.
- Nie, Libris, ale mów mi Lib. - powiedziała, wciąż z wyraźnym wyrzutem.
- Eeemm... - zawiesiłem głos. - Jestem Terc, mów mi Terc. Pamiętam Cię! - oznajmiłem.
- No to super, ale to nie zmienia faktu... - na chwilę przerwała patrząc na to z czego ją „uratowałem”. - biedne... one żyły, wiesz?
- Wiem, teraz wiem. Przepraszam, ale... znasz moje motywy. - spojrzała mi w oczy. Wciąż było w nich trochę złości, ale już stanowczo mniej. Zaczęło się robić ciemniej. Znacznie ciemniej. Bardzo ciemno. Po chwili leżałem z czymś zimnym w miejscu gdzie dostałem rękojeścią sztyletu. Otworzyłem oczy i zobaczyłem Lib siedzącą nieopodal. 
- Nareszcie – stwierdziła. - Wytrzymały to Ty nie jesteś, co?
- To moja mocna strona nie jest, zwłaszcza jak przejdzie mi adrenalina – przyznałem. - Zemdlałem?
- I to jak efektownie! - udała zadziwienie. - Jednak górska, świeża, zimna woda jak widać pomaga. - czyli to to czułem w miejscu uderzenia. 
- Wiesz co jeszcze może pomóc?
- Hmmm? - spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Wspólna kawa? - uśmiechnąłem się.
- Coś za szybko jak na takie przebudzenie... ale niech będzie. - prawie niezauważalnie, ale jednak, uśmiechnęła się i rozejrzała. - Jednak nie ma tutaj kawy.
- Możemy przejść się do Kawiarni!
- Ty lepiej leż, bo znowu mi zemdlejesz. - Zaczęła się przechadzać wokół, lecz widać było, że każdy ruch mniej lub bardziej jeszcze ją boli. 
- Wybacz, naprawdę myślałem...
- Wystarczy tego przepraszania, przecież wiem. - Ponownie zamilkła. Po chwili usłyszałem coś z oddali.
- Stój! - nie chciałem, żeby jej łapki, szurające nieco o ziemię, zagłuszyły mi dźwięki. Zatrzymała się i spojrzała na mnie pytająco. - Coś słyszę – wyjaśniłem.
- Terc... - zawiesiła głos i wsłuchała się wraz ze mną – Tutaj jest wiele dźwięków. Od pszczół, przez...
- Głosy?
- Chcesz powiedzieć, że masz omamy słuchowe? - spojrzała na mnie ze skrywanym rozbawieniem. Nie skomentowałem tylko dalej słuchałem. Ewidentnie ktoś się tutaj zbliżał. Ktoś, kogo rozumiałem. Mówił o pójściu po wilczych śladach. Zbladłem...
- Po prostu się przygotuj – zerwałem się na równe łapy. 
- Spokojnie Terc, leżeć! – zażartowała, lecz zaraz zyskała powagi – co masz na myśli? – nie odpowiedziałem, tylko słuchałem. Było ich dwóch. Albo trzech. 
- Ktoś tu idzie, po moich śladach, wybacz. – czułem wyrzuty sumienia, że przeze mnie ktoś nadchodzi.
- Może jak pomożesz. – zaczęła nasłuchiwać.
- Dwie sztuki, jakieś 800 metrów, zbliżają się po moich śladach, w linii prostej, dość szybko. – Wyrecytowałem co zauważyłem.
- Kim Ty jesteś?! Medium? – zapytała podejrzliwie. Chyba wciąż nie ufała, że nie mam złych zamiarów. 
- Spokojnie, nie ma czasu na wyjaśnienia. Lepiej się przygotujmy – rozejrzałem się – właśnie... masz tutaj coś ukrytego, coś co może pomóc?
- Pomóc w czym?! Wyjaśnij mi coś w końcu! – powoli zaczynała się wkurzać. Jej sierść zaczęła przechodzić w czerwoną barwę. 
- Mam bardzo wyostrzone zmysły, właśnie dlatego Cię usłyszałem, teraz słyszę jak ktoś jeszcze się tutaj zbliża. - widziałem, że ta odpowiedź ją nieco uspokoiła. 
- Skoro trzeba z czymś walczyć, to wiem co zrobimy! - zaakcentowała „zrobimy” i spojrzała z uśmiechem niecierpiącym odmowy. 

-----------------
Libris?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz