Tablica

> Witaj w Watasze Zew Natury!
> Strona powstała 4 czerwca 2015 roku.
> W watasze jest 25 wader i 15 basiorów! To razem 40 wilków!
> Nowi członkowie: Nastia.
> Nieobecności: Libris (na czas nieokreślony)
> Kontakt: wataha.zewnatury@interia.pl
> Administracja: Sigma i Elizabeth.

Pogoda

Pogoda
29°, 19° - Słońce aż za często przygrzewa, wysokie temperatury będą w dzień i w nocy. Z suszami kontrastować będą gwałtowne burze z piorunami. W niektórych miejscach możliwe silne wiatry, a nawet tornada.

2 lipca 2016

Od Amanecer

Przed wschodem słońca, przezroczysta jak kryształ woda nie pokazywała dna. Gdzieś nad lasem widniała żółtawa łuna, odcinająca się od granatu nieba. Pierwszy ptak zainicjował swoją melodią całą gamę treli i śpiewów, dochodzących nawet z oddalonych nieco drzew. Widok samego początku dnia, muzyka, połączona z szumem strumienia, uzupełniana szelestem liści, trzaskiem gałązek, chrobotem pazurów, drapiących korę drzewa - to wszystko sprawiało, że na moim pysku mimowolnie pojawił się uśmiech.
Pozwoliłam, by niósł mnie prąd, czując, jak lodowate zimno wody przenika mnie do kości. Letni upał miał nadejść dopiero za cztery godziny, postanowiłam więc zapolować, nim zaszyję się na cały dzień w swojej jaskini. Nie miałam ochoty zajmować się porządkowaniem ksiąg, jednak kiedyś to zrobić trzeba, a czas, gdy wyjście na zewnątrz stawało się uciążliwe, był do tego idealny.

Po zjedzeniu dorodnej sarny, jeszcze raz przepłynęłam się w rzece. Wciąż zatopiona w myślach, miałam już iść w stronę swojego domu, gdy do moich uszu dotarł czyjś krzyk. Głos był dosyć wysoki, niepodobny do wilczego. Skierowałam się w tamtą stronę, biegnąc i starając się nie robić hałasu. Z prawej strony zarejestrowałam obecność innego wilka, również biegnącego w tamtym kierunku.  Nagle drogę zastąpiły mi dwa gobliny. Nie miałam czasu, by cackać się z tymi paskudnymi typkami, rzuciłam się więc na jednego z nich, wgryzając mu się w rękę. Po chwili jednak mocne uderzenie w łopatkę spowodowało, że puściłam stwora. Warknęłam na jego dzierżącego drewnianą maczugę najeżoną tępymi, lecz skutecznymi w działaniu kolcami. Odwrócenie się było jednak błędem, bo już po chwili czułam na szyi żelazny uścisk paskudnych łapsk tego pierwszego i jego... zęby wbijające się w mój kark. Szamotałam się, próbując uwolnić się od duszącego mnie natręta, zauważając, że drugi usiłuje związać mi tylne łapy sznurem. Z całej siły uderzyłam grzbietem o drzewo. Goblin jęknął i poluzował uścisk. Wyrwałam się mu, chrapliwie łapiąc oddech, po czym zakończyłam żywot jego kompana jednym ugryzieniem w szyję. 

Ruszyłam w dalszą drogę, chociaż obraz przed moimi oczami wciąż jeszcze wirował. Gdy usłyszałam kolejny raz ten podniesiony głos, przyspieszyłam. Próbując zwolnić, potknęłam się zranioną kończyną, z całym impetem wpadając na niezauważoną wcześniej waderę, przez co obie wypadłyśmy spomiędzy zarośli prosto na polanę...

-----------------
Fengaria?

CIĄGU DALSZEGO TEGO OPOWIADANIA NIE BĘDZIE, PONIEWAŻ
WILK, KTÓRY MIAŁ JE DOKOŃCZYĆ ZOSTAŁ WYRZUCONY Z WATAHY

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz