Tablica

> Witaj w Watasze Zew Natury!
> Strona powstała 4 czerwca 2015 roku.
> W watasze jest 25 wader i 15 basiorów! To razem 40 wilków!
> Nowi członkowie: Nastia.
> Nieobecności: Libris (na czas nieokreślony)
> Kontakt: wataha.zewnatury@interia.pl
> Administracja: Sigma i Elizabeth.

Pogoda

Pogoda
29°, 19° - Słońce aż za często przygrzewa, wysokie temperatury będą w dzień i w nocy. Z suszami kontrastować będą gwałtowne burze z piorunami. W niektórych miejscach możliwe silne wiatry, a nawet tornada.

22 lipca 2016

Od Aresa

Przechadzałem się po pewnym mieszanym lesie w celu odnalezienia zbiornika wodnego. Liczyłem, że odnajdę jezioro bądź rzekę, czy staw. Niestety nie słyszałem szumu wody. Słońce nie było moim przyjacielem dzisiejszego dnia. Sprawiał, ze jeszcze bardziej pragnąłem się napić. Nagle na pysk zleciała mi kropla wody. Uniosłem swój łeb ku niebu. Usłyszałem grzmot. Ciemne chmury czaiły się w okolicy, żeby tylko zaatakować piorunem. Las to nienajlepsze miejsce na schronienie się przed burzą. Nie pamiętałem nawet, skąd wszedłem do tej krainy. Był jeden plus. Było picie, nawet te z chmur, a Słońce zasłoniły chmury. Stanąłem w miejscu i wystawiłem pysk, aby nabrać trochę wody. Niewiele to dało. Odpuściłem. Uszy stanęły do góry. Przekręciłem łbem w lewo i prawo. Zdawało mi się, ze coś słyszałem. Im dłużej tu przebywałem, tym deszcz stawał się coraz silniejszy. Pojedyncze kruki przelatywały nad moim łbem. Na szczęście żaden nie postanowił się załatwić. Powoli zaczynało się robić błoto. „Biedne, białe łapki…” Co pewien czas było słychać grzmot. Nie zwracałem na to uwagi. Ewidentnie czułem czyjąś obecność. Jednak mój „niezawodny” węch nie mógł rozpoznać, kto to. Czułem się szpiegowany. Zapach deszczu był piękny. Mógłbym go wąchać godzinami. Im więcej robiłem kroków, tym bardziej czułem się niezręcznie. Jakby ktoś w okolicy się bezszelestnie poruszał. Niestety odgłosy piorun i deszcz nie pomagały w nasłuchaniu się. Stanąłem w miejscu i nastawiłem uszy. Nic, zero reakcji. 
Nagle usłyszałem ogromny huk grzmotu. Odwróciłem się, bo było to podejrzanie za głośno. Drzewo za mną zaczęło się palić. Bez namysłu rzuciłem się do ucieczki. Nie jestem szybki, więc ogień był tuż, tuż. Rozprzestrzeniał się w tą stronę, w którą biegłem. Nagle zahaczyłem o wystający korzeń. Tylna łapa utknęła mi między glebą, a korzeniem. Ogień się coraz bardziej zbliżał. Na siłę próbowałem ją wyjąć, lecz bez skutku. Ciepło stawało się coraz silniejsze, co nie było dobrą wiadomością. Spojrzałem w płomienie. Były dosłownie kilka metrów ode mnie. W pewnym momencie zauważyłem jak jakiś wilk skacze po gałęziach drzew. Zmierzała w tą stronę, co ja. Czas spowolnił. Spojrzał pewnym momencie na mnie. Spojrzał? To było złe określenie. To była wadera o czarnej sierści. Zagapiłem się przez to. Mocno zacząłem przeć w korzeń, co w rezultacie doprowadziło do jego wyrwania. Odsunąłem się od niego i zacząłem ponownie biec.

----------------------------------
Misty Rue?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz